Za sprawą jednej z facebookowych grup na temat mojej poprzedniej pracy natknęłam się dzisiaj na poniższy filmik.
Po pierwsze wrzucam bo kręcony na Fuercie. Zgadzam się z chłopakami co do wiatru :))
Po drugie - pokazuje jak NIE zachowywać się na wakacjach. Naprawdę, ostatnio coraz mocniej zauważam kontrast pomiędzy tym, jak część polskich gości traktuje pracowników hotelu a jak robią to Anglicy, Niemcy, Hiszpanie. Tak ciężko nam powiedzieć "hello" albo "hola" wchodząc do restauracji albo podchodząc do recepcji? Boli mnie to, że znajomi z pracy myślą że pochodzę z kraju, w którym nikt się nie uśmiecha, wszyscy na wszystkich wrzeszczą a słowo "dziękuję" nie istnieje. Rozumiem że realia życia w Polsce nie są tak przyjemne jak w krajach zachodnich, chociażby przez zarobki, ale czy naprawdę tak ciężko pokazać chociaż trochę kultury w kontakcie z innymi ludźmi? Wypytywanie mnie o to co robię na Fuercie, jak tu trafiłam i czy mam męża i dzieci w trakcie pierwszych trzech minut rozmowy też nie należy do szczytu dobrego wychowania.
Nie wiem czy o tym pisałam, ale w trakcie zimowego urlopu w Polsce, kilka dni po przylocie do kraju, poszłam z mamą do Lidla na wielkie zakupy. Stanęłyśmy w kolejce i zaczęłyśmy wypakowywać rzeczy z koszyka, a za nami ustawił się starszy dziadek z dosłownie kilkoma przedmiotami. Musiałyśmy dosyć długo przekonywać go, żeby stanął przed nami, bo taka bezinteresowność nie mieściła mu się w głowie.
Czy naprawdę kelner/recepcjonista/sprzątaczka uchodzi za gorszy zawód niż bibliotekarka albo bankowiec? Nie mówię o stanowiskach menadżerskich, bo tu chociażby różnica w zarobkach świadczy o różnicy pomiędzy zawodami, ale o wykształceniu. W Hiszpanii mało kto skończył uniwersytet - u mnie w recepcji jestem jedyną "z papierkiem", a jeszcze teraz hotel wysłał mnie na kursy doszkalające. Mówię w 4 językach, mam dobry kontakt z klientami, kilka lat doświadczenia w Customer Service, w tym w renomowanej brytyjskiej firmie. Nie czuję się gorsza od ludzi, którzy odwiedzają mój hotel, bo wiem co reprezentuję i znam swoją wartość. Dlaczego w takim razie tylu Polaków swoim nieprzyjemnym żądaniowo-roszczeniowym podejściem do mnie i innych pracowników sektora usług stara się sprawić, że poczujemy się gorsi?
środa, 25 czerwca 2014
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Historia kanaryjskiego rozczarowania
Najpierw było hiszpańskie rozczarowanie, tzn. bardzo szybkie pożegnanie się reprezentacji Hiszpanii - wcześniejszych trzykrotnych mistrzów (Europy, świata, Europy), później - jeszcze większe kanaryjskie rozczarowanie.
Union Deportiva Las Palmas to drużyna, która już od kilkunastu sezonów gra w drugiej lidze, bezskutecznie próbując awansować do pierwszej, by mierzyć się m.in. z Realem Madryt albo Barcą. W zeszłym roku byli blisko ale nawalili. W tym- bardzo blisko bezpośredniego awansu i nawalili, zwolniono trenera, dalej utrzymywali się w grze o play-off. Udało im się dotrwać do play-off, dotarli do finału. W zeszły czwartek grali w Cordobie, mecz zakończył się wynikiem 0:0. Wczoraj finałowa gra, już 50. tego sezonu, w Las Palmas - oznacza to tyle, że jeśli Cordoba strzeli gola, to liczy się on podwójnie - tzn. hipotetyczne 1:1 to wygrana Cordoby.
Wszystko szło nieźle, stadion pełen kibiców (kibiców, teoretycznie nie kiboli), Las Palmas prowadziło 1:0. Przepiękny widok ponad 30 tysięcy ludzi w kolorach klubu, wysoki poziom gry (chyba najlepszy mecz od początku tegorocznej ligi), brakowało tak niewiele. Niestety banda debili doszła do wniosku, że 90. minuta (przy 3 minutach doliczonych) to właściwy czas na wskoczenie na murawę w celu świętowania. Wskoczyło ich tylu, że gra została przerwana 90 sekund przed końcem. Z trybuny VIPowskiej zszedł nawet właściciel klubu by ich uspokoić i wynegocjować z arbitrem nieprzerywanie gry. Niestety minęło prawie 10 minut, zawodnicy utracili koncentrację, zamiast skupić się na grze patrzyli się na trybuny i stało się - kilka sekund przed końcem Cordoba zdobyła gola. Niedowierzanie na twarzach kibiców, rozpacz piłkarzy (bodajże 12 lat bez pierwszej ligi a dzieliło ich tylko 90 sekund od awansu!!), złość tzw. "ultrasów", którzy z polskimi ultrasami nie mają nic wspólnego, bo ich doping jest pozytywny i polega na rozruszaniu kibiców, a nie walce z kimkolwiek.
Ostatnie 12 minut ze stadionu wyglądało tak:
Od 10. minuty można zobaczyć reakcje ludzi na gol Cordoby i usłyszeć "como? gol de Cordoba? No puede ser, no puede ser" czyli "jak to? gol Coroby? nie może być" prowadzącego.
Z jednej strony idioci którzy wskakiwali na murawę, z drugiej - niewystarczające działania firmy ochroniarskiej i policji, których dalej nie rozumiem. Co więcej, zamiast zaaresztować bądź chociaż wlepić mandaty winnym, po wszystkim otwarto bramy i mogli spokojnie wyjść.
A tak wyglądały wydarzenia już po zakończeniu meczu:
Na jednym z hiszpańskich blogów poświęconych piłce nożnej ktoś napisał, że banda niewychowanych gówniarzy zaprzepaściła marzenia wiernych fanów, piłkarzy, dwóch trenerów, tych którzy podążali za drużyną na każdy ich mecz, wszystkich którzy byli obecni w trakcie tego play-offowego finału. Dla niektórych był to ostatni taki mecz UD Las Palmas - część Kanaryjczyków nie dożyje kolejnej możliwości awansu, bo taka nie przydarzy się za szybko - klub na duże długi i młodych zawodników musi sprzedać, a starsi sami odejdą, bo kilku z nich ma już 40 lat.
Union Deportiva Las Palmas to drużyna, która już od kilkunastu sezonów gra w drugiej lidze, bezskutecznie próbując awansować do pierwszej, by mierzyć się m.in. z Realem Madryt albo Barcą. W zeszłym roku byli blisko ale nawalili. W tym- bardzo blisko bezpośredniego awansu i nawalili, zwolniono trenera, dalej utrzymywali się w grze o play-off. Udało im się dotrwać do play-off, dotarli do finału. W zeszły czwartek grali w Cordobie, mecz zakończył się wynikiem 0:0. Wczoraj finałowa gra, już 50. tego sezonu, w Las Palmas - oznacza to tyle, że jeśli Cordoba strzeli gola, to liczy się on podwójnie - tzn. hipotetyczne 1:1 to wygrana Cordoby.
Wszystko szło nieźle, stadion pełen kibiców (kibiców, teoretycznie nie kiboli), Las Palmas prowadziło 1:0. Przepiękny widok ponad 30 tysięcy ludzi w kolorach klubu, wysoki poziom gry (chyba najlepszy mecz od początku tegorocznej ligi), brakowało tak niewiele. Niestety banda debili doszła do wniosku, że 90. minuta (przy 3 minutach doliczonych) to właściwy czas na wskoczenie na murawę w celu świętowania. Wskoczyło ich tylu, że gra została przerwana 90 sekund przed końcem. Z trybuny VIPowskiej zszedł nawet właściciel klubu by ich uspokoić i wynegocjować z arbitrem nieprzerywanie gry. Niestety minęło prawie 10 minut, zawodnicy utracili koncentrację, zamiast skupić się na grze patrzyli się na trybuny i stało się - kilka sekund przed końcem Cordoba zdobyła gola. Niedowierzanie na twarzach kibiców, rozpacz piłkarzy (bodajże 12 lat bez pierwszej ligi a dzieliło ich tylko 90 sekund od awansu!!), złość tzw. "ultrasów", którzy z polskimi ultrasami nie mają nic wspólnego, bo ich doping jest pozytywny i polega na rozruszaniu kibiców, a nie walce z kimkolwiek.
Ostatnie 12 minut ze stadionu wyglądało tak:
Od 10. minuty można zobaczyć reakcje ludzi na gol Cordoby i usłyszeć "como? gol de Cordoba? No puede ser, no puede ser" czyli "jak to? gol Coroby? nie może być" prowadzącego.
Z jednej strony idioci którzy wskakiwali na murawę, z drugiej - niewystarczające działania firmy ochroniarskiej i policji, których dalej nie rozumiem. Co więcej, zamiast zaaresztować bądź chociaż wlepić mandaty winnym, po wszystkim otwarto bramy i mogli spokojnie wyjść.
A tak wyglądały wydarzenia już po zakończeniu meczu:
Na jednym z hiszpańskich blogów poświęconych piłce nożnej ktoś napisał, że banda niewychowanych gówniarzy zaprzepaściła marzenia wiernych fanów, piłkarzy, dwóch trenerów, tych którzy podążali za drużyną na każdy ich mecz, wszystkich którzy byli obecni w trakcie tego play-offowego finału. Dla niektórych był to ostatni taki mecz UD Las Palmas - część Kanaryjczyków nie dożyje kolejnej możliwości awansu, bo taka nie przydarzy się za szybko - klub na duże długi i młodych zawodników musi sprzedać, a starsi sami odejdą, bo kilku z nich ma już 40 lat.
źródło: http://www.gradacurva.com/2014/06/desde-la-curva-sabotaje-la-ilusion.html
Co więcej mogę napisać? Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w przyszłym roku "kibice" będą bardziej ogarnięci i nie zabiją prawie-spełnionych marzeń tylu osób.
wtorek, 17 czerwca 2014
Hit - odwiedź mnie Ryanareim!
Aaaaaaaaaaa nie wierzę we własne szczęście. Co prawda jeden lot tygodniowo dalej nie pozwala na dużą elastyczność w odwiedzeniu rodziny i znajomych, ale można złożyć go z powrotem na inną wyspę i już będzie lepiej. Tadaaaam:
źródło: ryanair.com
Od jesieni na Fuerteventurę, Gran Canarię i Teneryfę będzie można dostać się Ryanairem. Sprzedaż rusza już jutro! Jeśli ktoś z Was ma plan podrzucenia mi kwiatów z okazji ślubu - serdecznie zapraszam 31.10 o 13, Gran Canaria. A tak serio - miejsce do spania dla najlepszych znajomych zawsze się znajdzie, a nieznajomym czytelnikom którzy chcieliby poznać jedną z dwóch ukochanych wysp z przyjemnością pomogę.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Nawet niebo jest tu wyjątkowe
Niebo nad Wyspami Kanaryjskimi jest na tyle wyjątkowe, że:
- co roku organizuje się kongres wielbicieli nocnego nieba,
- na Gran Canarii istnieje centrum NASA z wielkimi antenami do podsluchiwania sąsiadów z Marsa ;)
- Fuerteventura to rezerwat gwiazd "Starlight",
- wiele osób wybiera się w trakcie urlopu na nocne obserwacje gwiazd (chociażby dosyć interesująca opcja "Teide nocą"),
- a niektórzy tworzą takie klipy:
A dla mnie każde takie wideo to delikatny ucisk w klatce piersiowej spowodowany wzruszeniem. Zdecydowanie nie doceniam miejsca w którym żyję :)
- co roku organizuje się kongres wielbicieli nocnego nieba,
- na Gran Canarii istnieje centrum NASA z wielkimi antenami do podsluchiwania sąsiadów z Marsa ;)
- Fuerteventura to rezerwat gwiazd "Starlight",
- wiele osób wybiera się w trakcie urlopu na nocne obserwacje gwiazd (chociażby dosyć interesująca opcja "Teide nocą"),
- a niektórzy tworzą takie klipy:
The Mountain from TSO Photography on Vimeo.
A dla mnie każde takie wideo to delikatny ucisk w klatce piersiowej spowodowany wzruszeniem. Zdecydowanie nie doceniam miejsca w którym żyję :)
sobota, 7 czerwca 2014
Vivir en Canarias - Antigua, czyli krótki reportaż o moim hotelu
Hoooola po długiej przerwie,
ostatni tydzień jak zwykle w biegu. Nie lubię pracować gdy jedna jest na wakacjach i pracujemy tylko 1 osoba na zmianę, strasznie dużo problemów zwykle się pojawia, na dodatek wszechstronny dyrektor też poszedł na urlop i hotel trochę leży. Ale nie o tym dzisiaj, a o reportażu telewizji kanaryjskiej na temat municipio (coś jak nasza gmina) Antigua, w którym znajduje się mój hotel.
Reportaż poniżej, fragment o moim miejscu pracy - Broncemar Beach - zaczyna się w 33 minucie. Gdyby ktoś chciał zobaczyć dużo rozmaitości z Antigua, to polecam obejrzeć całe wideo :)
ostatni tydzień jak zwykle w biegu. Nie lubię pracować gdy jedna jest na wakacjach i pracujemy tylko 1 osoba na zmianę, strasznie dużo problemów zwykle się pojawia, na dodatek wszechstronny dyrektor też poszedł na urlop i hotel trochę leży. Ale nie o tym dzisiaj, a o reportażu telewizji kanaryjskiej na temat municipio (coś jak nasza gmina) Antigua, w którym znajduje się mój hotel.
Reportaż poniżej, fragment o moim miejscu pracy - Broncemar Beach - zaczyna się w 33 minucie. Gdyby ktoś chciał zobaczyć dużo rozmaitości z Antigua, to polecam obejrzeć całe wideo :)
piątek, 30 maja 2014
Gran Baile de Taifas 2014
Nareszcie nadszedł ten dzień - Gran Baile de Taifas. Trzeci rok z rzędu byliśmy obecni, na szczęście tym razem nie byłam Wielkim Żółtym Ptakiem. Przed zeszłoroczną romerią we wrześniu kupiłam nowy strój i czułam się w nim dużo lepiej. Na tyle dobrze, że przetańczyliśmy prawie całą noc - do 4 rano - mimo dosyć nieprzyjemnej pogody. Na dodatek udało mi się obalić to, co G. mi powtarzał od 2 lat - że nie chcę spędzać czasu z jego znajomymi (nie chcę z niektórymi - wczoraj ich nie było i bawiliśmy się z całą resztą bardzo dobrze) i że nie umiem się dobrze bawić. Po powrocie do domu stwierdził, że musimy częściej wychodzić na jakieś lokalne imprezy i wyglądać tak (przy okazji - poszedł tak dzisiaj do pracy):
Ale o co w tym wszystkim chodzi? Poniższy filmik mniej więcej pokazuje:
Co roku 29 maja w Puerto del Rosario pojawiają się lokalne zespoły i około 10 tysięcy osób w tradycyjnych strojach. Rodziny/grupy znajomych mogą wcześniej rezerwować stoły, przynieść własne jedzenie i picie, spędzić tam praktycznie całą noc wypijając litry rumu ;] bez stołu też da się pobawić, bo wokół placu stoją budki z jedzeniem i piciem, a znajomi (a czasem nawet i nieznajomi) zapraszają cię do swoich stołów, częstując przygotowanymi wcześniej potrawami. Dodatkowo muzyka teoretycznie kanaryjska, a w praktyce mieszana - wczoraj było trochę merengue, salsy, muzyki humorystycznej (np. protest songi przeciwko odwiertom - btw. również wczoraj zapadła ostateczna decyzja o ich prowadzeniu w okolicach Fuerty i Lanzarote). Na szczęście każdy tańczy jak umie, nikt się nie przejmuje krokami - może pomaga w tym ilość wypitego rumu, a może beztroski kanaryjski charakter.
W tym roku wystąpiły grupy wypisane na poniższym plakacie:
Przy okazji - brakowało mi Los Gofiones (chyba najbardziej znana grupa, Binter Canarias ochrzcił jeden z samolotów ich imieniem) i ich Somos Costeros:
Ja wiem, że to dziwna rozrywka, ale te typowo kanaryjskie fiesty mają w sobie coś magicznego, coś co sprawia, że już odliczam dni do kolejnego Gran Baile de Taifas. Obowiązkowy punkt pod koniec maja. Gdyby ktoś z Was za rok odwiedzał Fuertę i chciał wziąć udział w imprezie, to mam dwa stroje do pożyczenia :)
Ale o co w tym wszystkim chodzi? Poniższy filmik mniej więcej pokazuje:
Co roku 29 maja w Puerto del Rosario pojawiają się lokalne zespoły i około 10 tysięcy osób w tradycyjnych strojach. Rodziny/grupy znajomych mogą wcześniej rezerwować stoły, przynieść własne jedzenie i picie, spędzić tam praktycznie całą noc wypijając litry rumu ;] bez stołu też da się pobawić, bo wokół placu stoją budki z jedzeniem i piciem, a znajomi (a czasem nawet i nieznajomi) zapraszają cię do swoich stołów, częstując przygotowanymi wcześniej potrawami. Dodatkowo muzyka teoretycznie kanaryjska, a w praktyce mieszana - wczoraj było trochę merengue, salsy, muzyki humorystycznej (np. protest songi przeciwko odwiertom - btw. również wczoraj zapadła ostateczna decyzja o ich prowadzeniu w okolicach Fuerty i Lanzarote). Na szczęście każdy tańczy jak umie, nikt się nie przejmuje krokami - może pomaga w tym ilość wypitego rumu, a może beztroski kanaryjski charakter.
W tym roku wystąpiły grupy wypisane na poniższym plakacie:
Z tych które udało mi się usłyszeć, najbardziej oczarowała mnie Parranda del Norte i ich vamos a la playa una horita antes :))
Przy okazji - brakowało mi Los Gofiones (chyba najbardziej znana grupa, Binter Canarias ochrzcił jeden z samolotów ich imieniem) i ich Somos Costeros:
Ja wiem, że to dziwna rozrywka, ale te typowo kanaryjskie fiesty mają w sobie coś magicznego, coś co sprawia, że już odliczam dni do kolejnego Gran Baile de Taifas. Obowiązkowy punkt pod koniec maja. Gdyby ktoś z Was za rok odwiedzał Fuertę i chciał wziąć udział w imprezie, to mam dwa stroje do pożyczenia :)
środa, 28 maja 2014
Jedne z najlepszych plaż na świecie- Fuerteventura
Przynajmniej jeśli wierzyć rankingowi National Geographic.
W jednym z ostatnich numerów wyróżniono tytułem jednych z 25 najpiękniejszych plaż na świecie:
- Wydmy Corralejo (i rezerwat wydm)
- Wyspę Lobos (bardzo atrakcyjna dla osób nurkujących)
- Costa Calmę (chyba za dużą ilość naturystów).
Jak dla mnie w rankingu brakuje El Cotillo i plaży Cofete, ale może to i lepiej - im mniej osób o nich wie, tym przyjemniej spędza się tam czas.
Swoją drogą, ostatnio pogoda wyjątkowo nieplażowa. Już prawie tydzień silnego wiatru, zachmurzonego nieba i gości pytających namolnie "co z tą pogodą, w Grecji/Turcji/Egipcie już upały a tu takie byle co". Szkoda, że niektórzy ludzie przed wyjazdem na wakacje nie sprawdzą dokąd jadą, co wpływa na pogodę w danym miejscu i jak dynamiczne mogą być jej zmiany.
W jednym z ostatnich numerów wyróżniono tytułem jednych z 25 najpiękniejszych plaż na świecie:
- Wydmy Corralejo (i rezerwat wydm)
źródło: http://playascalas.com/wp-content/2011/01/las-dunas-del-corralejo-en-fuerteventura2.jpg
- Wyspę Lobos (bardzo atrakcyjna dla osób nurkujących)
źródło: http://www.turismodecanarias.com/islas-canarias-espana/web/foto-imagen/FOTO_FUERTEVENTURA_ISLOTE_DE_LOBOS.html?posicion=9
- Costa Calmę (chyba za dużą ilość naturystów).
źródło: http://www.h10premium.com/galeria/zoom/HPE/hpe_1601130253.jpg
Jak dla mnie w rankingu brakuje El Cotillo i plaży Cofete, ale może to i lepiej - im mniej osób o nich wie, tym przyjemniej spędza się tam czas.
Swoją drogą, ostatnio pogoda wyjątkowo nieplażowa. Już prawie tydzień silnego wiatru, zachmurzonego nieba i gości pytających namolnie "co z tą pogodą, w Grecji/Turcji/Egipcie już upały a tu takie byle co". Szkoda, że niektórzy ludzie przed wyjazdem na wakacje nie sprawdzą dokąd jadą, co wpływa na pogodę w danym miejscu i jak dynamiczne mogą być jej zmiany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)